Wyznanie czarownicy

Rozmowa z Nefrestim „Dread Witch”

Prosząc bogów o pomoc, znalazła miłość swojego życia. Teraz marzy o domku blisko natury. Poganka, dreadmakerka i mistyczna indywidualistka.  Całe życie poszukiwała siebie, a teraz czuje, że wie dokąd zmierza. Nefrestim to czarownica, która wplata magię we włosy. 

Jak zaczyna się twoja historia z dredami i skąd to zainteresowanie?

– Od dzieciństwa interesowałam się wieloma rzeczami, jak jazdą konną, tańcem brzucha czy pływaniem, jednak wszystko zawsze mi się szybko nudziło. Zainteresowanie dredami zaczęło się około trzy lata temu. Wtedy na alternatywnym festiwalu „Slot Art.” w Lubiążu miały odbyć się między innymi warsztaty i wykłady z robienia dredów. Zaciekawiona pojechałam, by wziąć w nich udział. Były tam namioty „dreadmakerów”, czyli osób zajmujących się ich robieniem. Jeden z nich zrobił mi trzy syntetyczne dredy przy karku, a następnie zaprosił mnie na swój wykład, na który poszłam. Później widziałam jak jedna dziewczyna zaplata dredloki klientce. Wtedy, patrząc na nią, zdałam sobie sprawę, że to coś dla mnie i, że też chcę to robić.

Wtedy miałaś tylko trzy dredy, a dzisiaj masz  je na całej głowie.

– Racja, na początku były tylko trzy. Teraz jest ich dużo więcej. Swój pierwszy, kompletny zestaw miałam od dreadmake’rki z Poznania. Było to dwa lata temu. Nosiłam je przez miesiąc. Tak bardzo mi się spodobało, że założyła mi je ponownie na konwent „Pyrkon”. Mój szamański wizerunek i dredloki, na tyle się podobały, że wystąpiłam w „Pyrkon Dance”, który promuje ten konwent na You Tube.

Szamankę wybrałaś dla zabawy, czy utożsamiasz się z tym wizerunkiem?

– To był świadomy wybór. Szamanka odzwierciedla moje zamiłowanie do natury i tego, w co wierzę. W pełni się z tym identyfikuję. Mniej więcej w tym samym czasie pomyślałam, że chcę robić dredloki.

Jak rodzina, chłopak i przyjaciele akceptują twój wizerunek?

– Mój chłopak akceptuje mnie pod wieloma względami. Nigdy nie ingerowaliśmy w nasz wygląd, chociaż często wyrażamy opinię na ten temat. Chciałabym żeby miał dredy, przynajmniej krasta, czyli kilka dredów tyłu głowy, ale on nie chce. Czasami się śmiejemy, że jak ze mną śpi, to jak z dywanem, bo jak się oprę, to go w głowę drapię (śmiech). Mama jest już przyzwyczajona do moich wybryków. Myślę, że te są jednymi z łagodniejszych (śmiech). Dredy, jako moje dzieło, bardzo jej się podobają, ale nie jak je noszę. Mój tata ciągle się dziwi, że tych dredów jest tak dużo. Obecnie mam 64 dredy, czyli 32 sztuki na głowie. A zdarzało się, że nosiłam ponad sto.

Ile waży taki zestaw na głowie? To pewnie duży ciężar dla kręgosłupa i głowy.

– Szydełkowane dredy są bardzo lekkie. Jak masz skręcane, to już poważniejsza sprawa. Zależy też ile ich masz na głowie i jakiej są grubości. To nie jest takie straszne, można to wytrzymać. Po umyciu są nasączone wodą i wtedy czuję ich ciężar. Na początku chłopak pomagał mi myć głowę.

Jesteś bardzo charakterystyczna. Czy nigdy nie spotkałaś się z krytyką w publicznych miejscach? A może podziwem? Wielu ludzi nie toleruje i ma problem z „innością”, odczułaś to kiedyś?

– W przypadku dredów jest bardzo pozytywnie. Niedawno podczas zakupów, chodził za nami jakiś chłopak z dziewczyną. Początkowo byłam przerażona, o co im może chodzić. Jednak, kiedy do mnie podeszli, powiedzieli, że mam – cytuję – „zajebiste dredy”. (śmiech) Wtedy się zawstydziłam i zaczerwieniłam. W przypadku mojego sposobu bycia to kiedyś byłam bardziej mroczna, więc ludzie z pewnością coś mogli sobie o mnie myśleć, jednak nigdy wprost nie usłyszałam, że jestem dziwna czy inna.

Sama nazywasz się i mówisz o sobie „Dread Witch”. Czy utożsamiasz się z tym przydomkiem? Czujesz się czarownicą?

-„Dread witch” wymyślili moi znajomi poganie z Anglii, czyli osoby wyznające bóstwa stare i pradawne. Wymyślili tą nazwę, jako grę słów. „Witch”, czyli czarownica, a jestem uważana za czarownicę, „dread” – jako dredy, a w połączeniu dają „mroczną, ponurą czarownicę”.

Pasuje to do Ciebie?

– Byłam wśród takich osób, które przechodziły przez metal, gotyk, gorsety, długie spódnice, ciemne włosy, czarne koty i podobne sprawy. Zawsze byłam jakaś mroczna, ze względu na to, czego słuchałam i w co wierzyłam. Ale to był raczej styl ubioru. Teraz staram się być bardziej kolorowa, taka szamanistyczna.

Czy od urodzenia jesteś poganką? Urodziłaś się w pogańskiej rodzinie?

– Urodziłam się w katolickiej rodzinie i zostałam ochrzczona, ale jak zaczęłam analizować dzieciństwo to zawsze uwielbiałam chodzić do lasu. Od zawsze czułam się związana z naturą. Nie rozumiałam tego, jak byłam dzieckiem. W podstawówce zaczęłam interesować się rzeczami typu uroki. Wszyscy myślą, że laleczki „voo-doo” to coś złego, a to bardzo pozytywna sprawa, bo wykorzystywana jest do leczenia, a to, co ludzie myślą to komercja stworzona przez filmy, media.

Może dasz mi jakiś poradnik czarów?(śmiech)

– Nie, bo nie wolno ingerować w czyjąś wolną wolę.

A swojego chłopaka oczarowałaś?

– Nie, to on mnie oczarował (śmiech). W jedno święto złożyłam bogom życzenie, żeby sprowadzić ukochaną osobę, mojego kochanka, którego będę odwzajemniać miłość i żeby on mnie kochał. 

Kiedy powiedziałaś rodzicom, że jesteś poganką? Czy wtedy się nie wystraszyli?

– Nie, moi rodzice zawsze byli bardzo tolerancyjni. Nigdy w ten sposób tego nie postrzegali. Nigdy też nie usłyszałam z ich ust, że jestem satanistką, czy opętana, co dla mnie bardzo ciekawe.

Poganki to też czarownice?

– Poganie to grupa ludzi, którzy wyznają pradawnych bogów. Czarownice to osoby parające się czarami, rytuałami, związanymi z naturą. Współczesne czarownice często mówią, że są pogankami, jednak nie każda poganka jest czarownicą. To łączenie różnych, pewnych ścieżek. Czarownica jest od czarów i brzmi łagodniej. Wiedźma to ta, „która wie więcej”. Kiedyś poznałam przez czat dziewczynę, która też jest poganką. Byłam podekscytowana, że są tacy ludzie jak ja, a nie, że tylko we mnie to się narodziło. Wtedy zaprosiła mnie na pogańskie spotkanie, które w Poznaniu odbywa się co miesiąc.

Gdzie się spotykacie?

– Spotykamy się w knajpie i rozmawiamy. Wszyscy ci, którzy interesują się ezoteryką, numerologią, okultyzmem, horoskopami.

A Ty wierzysz w numerologię, horoskopy itp.?

– Tak. Moja liczba to numer 9. To mój numer urodzeniowy. Prawie wszystko w moim życiu to 9. Bardzo się z tym utożsamiam. Cyfra urodzeniowa to zawsze jedna cyfra. Dodajesz wszystkie liczby z daty urodzenia. Jak wyjdzie podwójna to znów dodajesz, musi wyjść jedna.

Kim są poganie?

– Poganie to cały świat. Chcą poznać wszystko, we wszelakiej płaszczyźnie. Chcą się rozwijać zmysłowo, duchowo, fizycznie, bez ograniczeń. Ograniczenia są tylko moralne. Jest międzynarodowa federacja pogańska i ma swoją filię w Polsce, a siedziba główna jest w Holandii.

W co wierzysz po śmierci?

– Wierzę, jak większość pogan, w reinkarnację. Uważam, że dusza wędruje po Ziemi, rozwijając się podświadomie.

Jakie elementy składają się na twoje szczęście? Kiedy czujesz, że jesteś szczęśliwa?

– Kiedy czuję wolność, miłość i przestrzeń.

Teraz to czujesz?

– Wiem, że mam szczęścia dużo więcej niż kiedyś. Jest ono ulotne i trzeba je chwytać.

Czy masz swoje rytuały i obrzędy? Co robisz gry rodzina obchodzi np. Wigilię czy Wielkanoc?

– Wtedy grzecznie uczestniczę. Nie modlę się, chyba, że do swoich bogów. Swoje święto świętuje osobno i uprawiam rytuały.  Jest to modlitwa lub złożenie ofiary, czyli np. ciasto dyniowe.  W święto duchów wypieka się ciasto i składa w ofierze. Rzuca się w wodę albo zakopuje w ziemi. Natura to pochłonie, czyli nasi bogowie.

A czy dajecie sobie prezenty pod choinkę?

– Tak. Ubieranie choinki to pogański zwyczaj.  A Poganie od zawsze czcili i nadal czczą drzewa w różnych kulturach na całym świecie.

Za co cenisz innych ludzi?

– Za oryginalność, odwagę i indywidualność. Za to, że są tolerancyjni. Lubię ludzi ciekawych, ale najbardziej z pasją. Wtedy aż serce mi się cieszy. Mam ochotę pomagać takim osobom.

Co oznaczają twoje tatuaże? Ile ich masz?

– Obecnie mam trzy. Cztery lata temu zdecydowałam, że chcę wytatuować symbol bogini na swoim ciele, ku jej czci. Jednocześnie pokazać sobie i innym, ze jestem jej dzieckiem. To potrójny księżyc na moich plecach. To symbol bogini księżyca – jednej z pogańskich bogiń. A tatuaż przedstawia jej trzy oblicza – dziewicę, matkę i starkę. Kolejny to łapacz snów na ramieniu. Jest indiańskim przyrządem, który wiesza się nad głową, by łapał koszmary. Początkowo nie tolerowałam tej idei, bo koszmar daje ci sygnał o czymś i musisz coś z tym zrobić. Niekoniecznie ma to odzwierciedlenie w świecie rzeczywistym, ale zawsze to jest jakiś sygnał. Całe moje życie opiera się na snach. Łapacz jest wytatuowany po to, żebym łapała sny i zawsze je zapamiętywała. Ostatni tatuaż to jeleń z porożami. To jeden z moich bogów, który objawiał mi się w snach. Chciałam wytatuować sobie jego symbol. Nie miałam talentu żeby go narysować. Było to bardzo trudne, bo nikt nie potrafił przelać moich myśli na papier. Stwierdziłam, że musi być idealnie i szukałam tego symbolu.

Wierzysz w potęgę podświadomości? W „Sekret”, który wpływa na nasze życie?  Człowiek myślami może sam zadecydować o swoim losie. Kwestia, co ma w głowie.

– Wiara i wizualizacja to jedna z technik przyciągania. Jak masz jakieś życzenie albo marzenie to nie powinnaś mówić „nie”. Nie mówisz „nie chcę być chora”, tylko mówisz „chce być zdrowa”. To wszystko to właśnie magia.

Lubisz fantastykę. Do jakiego świata baśni, z książki, z filmu chciałabyś się przenieść? Ja zawsze marzyłam o Hogwarcie.

– Chciałabym przenieść się do „Władcy Pierścieni” i być elfem. Ewentualnie do Shire, tam gdzie żyły Niziołki. Było tam przepięknie. Będąc elfem, czułabym się jak w niebie. 

Jakbyś opisała siebie w kliku słowach?

– Kiedyś myśleli o mnie, że jestem tajemnicza i mistyczna. A teraz? Jak ja myślę? Dobre pytanie. Indywidualistka, oryginalna, ciekawa, tajemnicza. Część osób uważa, że jestem bardzo poważna i dojrzała.

Co jeszcze lubisz robić w wolnym czasie?

– Uwielbiam grać w gry planszowe z moim chłopakiem. Często gramy w gry „survival horror”. On gra, a ja siedzę obok niego i się drę, a jak się boję to tłukę go ze strachu (śmiech). Oglądamy też filmy i seriale.

Co widzisz za 10 lat? Gdzie wtedy będziesz? 

– Widzę siebie w domku jednorodzinnym, położonym blisko lasu, blisko natury. Z moim ukochanym przy sobie i dwójką dzieci, chłopcem i dziewczynką. Widzę się w zawodzie, którym się realizuje, i w szczęściu i sile.

Tego ci życzę i wierzę, że to się spełni.

Dziękuję za szczerą i ciekawą rozmowę.


Fotografie: Kasia Bartosiak

Rozmawiała: Joanna Pocztowa

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *